Radosław Botev

Polityka

Prawica Rzeczypospolitej


Jestem członkiem Prawicy Rzeczypospolitej. Głównym powodem mojego wstąpienia do tej partii była chęć wsparcia na szczeblu politycznym idei pro-life. Bezkompromisowa postawa marszałka Marka Jurka w 2007 roku w trakcie próby wzmocnienia konstytucyjnych gwarancji ochrony życia i godności człowieka przekonała mnie o jego szczerym, niekłamanym zaangażowaniu w walkę o prawa każdej istoty ludzkiej. Na polskiej scenie politycznej wyraźnie odczuwałem wówczas także brak partii jednoznacznie oddanej prawicowym ideałom patriotyzmu i chrześcijańskiej obyczajowości. Chociaż aktywnie zaangażowałem się w działalność polityczną dopiero w marcu 2009 roku w związku z pierwszym ógólnopolskim zjazdem Prawicy Rzeczypospolitej, od dawna z zainteresowaniem śledziłem polski ruch prawicowy. Przez wiele lat jako wyborca wspierałem politycznie Ligę Polskich Rodzin, jednak agresywny dyskurs tej partii, niejednokrotnie paradoksalnie sprzeczny z ideą poszanowania godności człowieka, skutecznie zniechęcał mnie do włączenia się w jej struktury.

Spis treści

Cywilizacja życia
Polityka prorodzinna
Reforma w polityce wewnętrznej
Polityka europejska
Polityka lokalna

Wybory

Cywilizacja życia

Moje głębokie przekonanie o konieczności podejmowania działań zmierzających do budowy społeczeństwa opartego na poszanowaniu życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci wyprowadzam wprost z idei ochrony praw człowieka. Nie znajduję uzasadnienia dla odmowy naturalnego prawa do życia i godności jakiejkolwiek istocie ludzkiej na jakimkolwiek etapie jej rozwoju. Mocno zakorzeniony w świadomości zachodnich społeczeństw pogląd, jakoby przyjście dziecka na świat następowało przy jego narodzinach, kłóci się ze współczesnym stanem wiedzy o fizjologii człowieka. W XXI wieku, kiedy wiemy dokładnie, co dzieje się z człowiekiem w łonie matki, całkowicie nieuzasadnione jest tradycyjne postrzeganie narodzin jako początku istnienia. A właśnie takie odwieczne, ale błędne przeświadczenie przyczynia się od tysiącleci do niemożności stworzenia ogólnokulturowego porozumienia w kwestii poszanowania życia, a przez to do niepowodzenia broniących życia filozofii. Już w starożytnych tekstach śródziemnomorskich cywilizacji odnajdujemy zapisy dotyczące sztucznego wywoływania poronień, a równie stare teksty, z przysięgą Hipokratesa na czele, świadczą też o próbach ograniczenia tych praktyk. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że debata nad ochroną życia poczętego toczy się już od zarania naszej cywilizacji. Dotąd jednak brakowało naszym przodkom ważnego argumentu w tej debacie - jasno wyartykułowanych praw człowieka, chronionych na mocy międzynarodowych traktatów i będących dziś oczywistą częścią składową nowoczesnych społeczeństw Zachodu. W połączeniu z niewiedzą w zakresie fizjologii człowieka, każącą okresowi prenatalnemu jawić się jako tajemniczy, „magiczny” czas oczekiwania, diametralnie różny od dalszych etapów życia ludzkiego, brak świadomości praw człowieka przyczyniał się w przeszłości do niezrozumienia wyprowadzanych z religii moralnych nakazów poszanowania nienarodzonego życia. Nakazy te przestrzegane były ze względu na autorytet Kościoła, jednak w XX stuleciu, przebiegającym pod znakiem buntu wobec zastanych norm obyczajowych i społecznych, podważono ten autorytet, a zmieniający się model społeczeństwa doprowadził do rozluźnienia więzi międzyludzkich. Ze zdwojoną siłą ujawniły się wówczas tłumione dawniej zjawiska.
Na początku XXI stulecia stoimy na rozdrożu. Idea ochrony życia poczętego dzieli współczesne społeczeństwa. Z jednej strony coraz wyraźniej słyszalne są głosy tych, którzy w końcu odrzucają sztuczną segregację ludzi na tych przed narodzinami i tych po narodzinach - głosy ludzi, którzy rozumieją, że poród nie może być czynnikiem decydującym o istocie człowieczeństwa, a jest jedynie fazą rozwoju człowieka. Z drugiej strony wyraźnie słyszy się głosy tych, którzy wciąż tkwią przy błędnych przekonaniach, lecz którym także nieobojętne są prawa człowieka. Ludzie ci dostrzegają jednak w tym kontekście wyłącznie prawa przysługujące kobietom - prawa, których istnienia ani wagi w żadnym razie nie podważam. Prawa kobiet, tak jak prawa każdej istoty ludzkiej, powinny znajdować się pod ochroną państw i organizacji międzynarodowych - żadna z szanujących się partii politycznych w Polsce nie proponuje też ich wykreślenia z Konstytucji. Nie wolno jednak pomijać praw dziecka w żadnej fazie jego życia.
Zgodnie z wykładnią Trybunału Konstytucyjnego, zawartą w orzeczeniu z dnia 27 maja 1997 roku, sygn. akt K. 26/96 , polska Konstytucja nakazuje ochronę życia człowieka na każdym etapie jego trwania. Skutkiem tego są odnoszące się do tej ochrony odpowiednie zapisy ustawowe. Jednak twierdzenie, że zapisy te w istocie ochronę tę zapewniają, zakrawa o absurd: żaden zapis konstytucyjny czy ustawowy sam nie zmienia rzeczywistości. Wiara, że samo zapisanie zakazu na kawałku papieru wpływa na świat, jest jak wiara w praktyki magiczne. Rzeczywista ochrona życia, do której na mocy Konstytucji zobowiązana jest Polska, to aktywne działania zmierzające do uświadomienia społeczeństwu praw nienarodzonych dzieci poprzez akcje informacyjne, debaty publiczne czy adresowane do młodzieży programy telewizyjne. Ochrona ta to także walka z bezpośrednimi przyczynami aborcji - z bezrobociem, niskim statusem społecznym i biedą kobiet, brakiem wychowania młodzieży do życia we wstrzemięźliwości i ich przygotowania do życia w rodzinie. Żyjemy w społeczeństwie, w którym obecne jest zjawisko aborcji - społeczeństwie, w którym dochodzi do sytuacji, że kobiety podejmują tę często trudną, dramatyczną decyzję o przerwaniu ciąży. Nierzadko narażają przy tym własne życie i zdrowie. Jednak właściwą, logiczną reakcją na te zjawiska nie jest pomoc w odbieraniu życia nienarodzonym, ale likwidacja przyczyn takich decyzji. Natomiast zakaz odbierania życia, chociaż sam życia nie chroni, wynika z faktu zobowiązania państwa polskiego do tej ochrony, z owych norm konstytucyjnych, wynoszących życie i godność każdej istoty ludzkiej do najwyższych wartości, na jakich opiera się duch polskiego prawa.
Realizacja tego zadania - zapewnienia jak najdłuższego trwania życia każdego człowieka - powinna być wspólnym priorytetem państw i instytucji międzynarodowych. Należy dążyć do budowy ponadświatopoglądowej zgody w zakresie ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci poprzez jasno wyartykułowane włączenie tej ochrony do walki o prawa człowieka. Polska powinna jasno opowiadać się za postawą pro-life zarówno na szczeblu prawa krajowego, jak i w relacjach międzypaństwowych. Pozwoli to na wygospodarowanie funduszy Unii Europejskiej i Organizacji Narodów Zjednoczonych do wspierania macierzyństwa i rodzicielstwa, pozwoli powołać w tych instytucjach komisje zajmujące się zrównaniem wszystkich ludzi, narodzonych i nienarodzonych, w prawach do opieki państwa.
Działania te nie mogą być jednak skierowane przeciwko jakiejkolwiek grupie społecznej, w demokratycznym państwie prawa niedopuszczalne jest bowiem prześladowanie kogokolwiek. Dlatego stanowczo odrzucam agresywny dyskurs, zrównujący aborcję z morderstwem czy ludobójstwem. Nie mam jednak najmniejszych wątpliwości, że aborcja, tak jak i eutanazja, jest odebraniem życia człowiekowi i jako taka stanowi naruszenie jego naturalnych, niezbywalnych praw. Konieczna jest więc rzeczowa debata, stanowiąca przecież trzon demokracji. A dążenia polityczne do wypełnienia już zapisanych w Konstytucji zobowiązań, czy też do ich uwypuklenia przez jasne, nie budzące wątpliwości odniesienie praw człowieka także do okresu prenatalnego, polegają w istocie właśnie na wszczynaniu dyskusji. Bo przecież w demokracji na jakiekolwiek zmiany prawa musi wyrazić zgodę Naród, trzeba więc w dopuszczalny prawem sposób przekonać społeczeństwo co do konieczności określonych działań.
Jest to długa droga, ale też nie da się zbudować cywilizacji w czasie jednej kadencji parlamentu. Debata ta potrwa zapewne jeszcze kilka pokoleń, ale też koncepcja praw człowieka jest stosunkowo nową ideą w historii ludzkości, znajdujemy się więc dopiero na początku tej debaty. Adwersarzy, ludzi odrzucających moje stanowisko, traktuję z szacunkiem - są to ludzie tak jak ja zaangażowani w ochronę wartości, w które wierzą. Tak jak i ja są oni częścią składową społeczeństwa na początku XXI wieku. Uważam jednak, że mylą się w swoim podejściu do życia ludzkiego, i nie mam wątpliwości, że postęp polega na rozszerzeniu koncepcji praw człowieka także na okres prenatalny. Może to implikować dla wielu trudne dziś do przyjęcia rozwiązania, takie jak całkowite wyeliminowanie przyzwolenia na aborcję, także w tych skrajnych wypadkach, w których prawo takie dopuścił współcześnie Trybunał Konstytucyjny. Pamiętać jednak należy, że ludzie żyjący sto lat temu nie akceptowaliby wielu rozwiązań, które dziś uważamy za właściwe i pożądane. W ten sam sposób i dzisiejsze społeczeństwo nie musi akceptować wszystkiego, co za sto lat będzie się składać na zwykłą, normalną postawę cywilizowanego człowieka Zachodu. Każdy z nas musi sobie odpowiedzieć na pytanie, co zrobić tu i teraz, z czasem, który jest nam dany. Ja nie mam wątpliwości, że powinienem dążyć do postępu.

Polityka prorodzinna

Kolejnym priorytetem działań rządów i organizacji międzynarodowych powinno być wspieranie rodziny. W rozwiniętych społeczeństwach Europy obserwuje się obecnie niepokojący spadek przyrostu naturalnego, skutkujący odwróceniem piramidy demograficznej, a w konsekwencji grożący załamaniem systemu emerytalnego. Instytucje krajowe i międzynarodowe powinny więc skoncentrować swoje wysiłki na zapewnieniu młodym ludziom możliwości zakładania rodziny i wychowania jak największej liczby dzieci. Współcześnie bowiem to właśnie młode małżeństwa i rodziny wielodzietne są najbardziej zagrożone biedą, co prowadzi nierzadko do patologii. Potrzebna jest więc zdecydowana odpowiedź państwa, polegająca na dofinansowaniu rodziny i zdjęcie z wielodzietności stygmy patologii. Należy wypracować zadowalający system rodzinnych zwolnień od podatku dochodowego oraz objąć pracę na rzecz wychowania dzieci ubezpieczeniem społecznym. Wychowywanie dzieci - chociaż nie przynosi bezpośredniego dochodu - jest bowiem istotnym wkładem w dobrobyt kraju. Jest to ciężka praca, zasługująca na uznanie społeczeństwa i opiekę państwa.
Istotnym elementem polityki prorodzinnej powinno być ponadto wspieranie małych, rodzinnych przedsiębiorstw. Uproszczenie procedur ich zakładania, a także ułatwienie dostępu do nisko oprocentowanych kredytów pobudzi gospodarkę, zmniejszy bezrobocie, a w konsekwencji poprawi pozycję ekonomiczną społeczeństwa. Ponadto, tak jak ponad sto lat temu wraz z nadejściem ery industrialnej nastąpiło przeniesienie miejsca pracy z gospodarstwa rodzinnego do wielkich zakładów pracy, co miało destrukcyjny wpływ na społeczeństwo oparte na wartościach rodzinnych, tak w epoce postindustrialnej rozbudowa sektora małych przedsiębiorstw pozwoli częściowo na przywrócenie dawnej struktury społecznej. W połączeniu z uelastycznieniem czasu pracy czynniki te będą istotnym bodźcem wpływającym na decyzję o założeniu rodziny.

Jednocześnie stanowczo sprzeciwiam się próbom uznania przez państwo związków homoseksualnych. Powodem jest tu nie tylko moje osobiste przekonanie, iż homoseksualizmu nie należy uznawać za w pełni normalne zachowanie. Istotniejsza jest tu odpowiedź na pytanie, w jakim celu lub też z jakiego powodu państwo obejmuje ochroną instytucję małżeństwa. Otóż ochrona ta przysługuje małżeństwu jako związkowi kobiety i mężczyzny ze względu na trud, jakim jest wychowanie dzieci. Jako podatnicy składamy się na tę ochronę, aby później jako emeryci czerpać korzyści z owoców takiego związku. Związki homoseksualne ze swej natury nie mają natomiast na celu sprowadzania dzieci na świat i ich wychowania, w związku z czym za bezzasadne uważam ich finansowanie.
Kategorycznie odrzucam pogląd, jakoby nieuznawanie przez państwo związków homoseksualnych oznaczało dyskryminację czy wręcz prześladowanie homoseksualistów. Państwo nie ma prawa prześladować kogokolwiek, dlatego też homoseksualizm nie jest prawnie zakazany we współczesnych krajach Zachodu z Polską włącznie. W odniesieniu do zarzutu dyskryminacji pozwolę sobie natomiast zwrócić uwagę na stanowisko polskiego Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie, wyrażone przy okazji badania zgodności z Konstytucją traktatu akcesyjnego Unii Europejskiej w orzeczeniu z 11 maja 2005 roku, sygn. akt K 18/04. Trybunał stwierdził wówczas wyraźnie, że zakaz dyskryminacji jest inherentną częścią współczesnych systemów prawnych Polski i Europy. Jednocześnie podkreślił, że systemy te zakazują nierównego traktowania osób, nie zaś instytucji o różnych celach i przeznaczeniu. Czym innym jest więc zakazana przez prawo dyskryminacja osób orientacji homoseksualnej, a czym innym różne traktowanie samego związku kobiety i mężczyzny w porównaniu ze związkiem homoseksualnym. Są to bowiem ze swojej natury dwie różne instytucje.

Reforma w polityce wewnętrznej

Wśród założeń programowych Prawicy Rzeczypospolitej znalazł się zapis o konieczności uzdrowienia polskiej demokracji. Reforma ta miałaby polegać na wprowadzeniu jednomandatowych okręgów wyborczych z listami kandydatów zgłaszanymi przez samych wyborców spośród kandydatów rekomendowanych przez partie. Z założenia ma to doprowadzić do sytuacji, w jakiej partie polityczne w większym stopniu brać będą pod uwagę wolę wyborców, a posłom pozwoli na wyrażanie własnych poglądów, nie zaś stanowiska narzuconego przez partię.
Dodatkowym postulatem jest wzmocnienie roli Prezydenta jako najwyższego przedstawiciela Rzeczypospolitej. Prezydent wybierany jest imiennie i bezpośrednio przez cały Naród i posiada przez to niezwykle silną legitymizację społeczną, paradoksem jest więc powierzanie mu funkcji głównie reprezentacyjnej. Wprowadzenie w Polsce jasno określonego w Konstytucji systemu prezydenckiego uważam za właściwą odpowiedź na obecne rozmycie odpowiedzialności za politykę kraju. Rozwiązanie to, w porównaniu z systemem parlamentarnym, zwiększa wpływ obywateli na wybór władzy wykonawczej.

Do tych postulatów dokładam jeszcze jeden - mianowicie postulat uzdrowienia polityki również na szczeblu samorządowym poprzez ograniczenie liczby kadencji, w których jedna osoba może sprawować funkcję wójta, burmistrza czy prezydenta miasta w danej jednostce podziału terytorialnego. Brak ograniczenia liczby kadencji w stosunku do tych jednoosobowych stanowisk samorządowych sprzyja bowiem niedemokratycznej monopolizacji władzy w ręku jednej osoby i ułatwia jej niszczenie opozycji. Zdarzają się sytuacje, kiedy wójt, burmistrz lub prezydent miasta nie tylko nie dopuszcza do wypłynięcia zgłaszanych przez opozycję inicjatyw, ale wręcz nadużywa władzy do zastraszania swoich przeciwników politycznych. Sytuacja taka jest niedopuszczalna w demokratycznym państwie prawa. Dlatego tak jak ograniczona jest konstytucyjnie kadencyjność Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, tak ustawowo ograniczyć należy kadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

Polityka europejska

W zakresie polityki europejskiej zdecydowanie opowiadam się za koncepją Europy Ojczyzn, czyli pozostawienia jak najszerszych kompetencji Państwom Członkowskim. Unia Europejska jest bowiem tworem wysoce niejednorodnym pod względem gospodarczym i społecznym. Centralizacja władzy w jej strukturach grozi więc zaniedbywaniem dążeń i interesów poszczególnych krajów na rzecz interesu wspólnoty jako całości. Pozbawienie rządu polskiego istotnych instrumentów administracji państwa, ze wprowadzeniem w Polsce wspólnej, unijnej waluty na czele, doprowadzić może do pogorszenia sytuacji naszego kraju. Unia powinna raczej dążyć do wzmocnienia poszczególnych państw oraz wspierać zachowanie tożsamości poszczególnych Narodów poprzez ochronę i promocję różnorodności kulturowej. Działania Unii powinny ponadto koncentrować się wokół promocji idei cywilizacji życia oraz tradycyjnych, konserwatywnych wartości, będących kulturowym dziedzictwem Europy. Odrzucam jednak możliwość upoważnienia instytucji unijnych do tworzenia w tym zakresie prawa wiążącego Państwa Członkowskie. Chociaż konieczne jest dążenie do międzynarodowego, ponadświatopoglądowego konsensusu w tych dziedzinach, tego typu legislacje powinny być - w miarę budowy tego konsensusu - stopniowo przyjmowane przez poszczególne państwa na zasadzie dobrowolności. Trzonem Europy powinny być suwerenne, demokratyczne Narody, świadome swojej tożsamości i nieskrępowane poczynaniami scentralizowanej władzy unijnej.

Z niezadowoleniem przyjmuję sposób, w jaki w Unii Europejskiej przeforsowano traktat lizboński. Po demokratycznym, referendalnym odrzuceniu przez europejskie Narody traktatu konstytucyjnego w 2005 roku, stworzono nowy traktat, jedynie nieznacznie, symbolicznie wręcz różniący się od poprzedniego. Tym razem jednak, najwyraźniej ze strachu przed wolą społeczeństw, w żadnym kraju członkowskim nie zdecydowano się na przeprowadzenie referendum. Wyjątkiem była jedynie Irlandia, której konstytucja nakazuje przeprowadzenie takiego referendum. Jest prawdą, że parlamenty mają demokratyczną legitymizację Narodów do podejmowania swoich działań, jednak fakt rezygnacji z referendalnej drogi ratyfikacji traktatu we wszystkich krajach, w których było to prawnie możliwe, musi budzić podejrzenia. Rodzi się zasadnicze pytanie - komu zależy na traktacie lizbońskim, a nawet szerzej - na głębszej integracji Unii - jeśli nie samym jej obywatelom? W tym kontekście, abstrahując od samej treści traktatu, postrzegam irlandzki sprzeciw jako tryumf demokracji nad Unią Europejską.

Uważam, że głosowanie nad ratyfikacją tak ważnych umów międzynarodowych, jakimi są traktaty unijne, wpływające przecież na przyszłość całej Europy i kształtujące jej rzeczywistość, powinny być przegłosowywane przy bezpośrednim udziale europejskich społeczeństw. Zasada taka powinna wręcz znaleźć się w samych traktatach. Ponadto, dla zmiejszenia deficytu demokracji w instytucjach Unii Europejskiej, należy ograniczyć obecne uprawnienia legislacyjne niewybieranych bezpośrednio przez obywateli Komisji Europejskiej i Rady Unii Europejskiej przez przekazanie ich Parlamentowi Europejskiemu. Nadrzędnym celem powinno być przy tym jednak zagwarantowanie jak najszerszej autonomii Państw Członkowskich, przeciwny więc jestem dalszemu rozszerzaniu uprawnień Unii Europejskiej.

Kwestia członkostwa Turcji w Unii Europejskiej jest kontrowersyjna. Z jednej strony przyjęcie do Europy kraju o odmiennej kulturze i religii niewątpliwie wpłynie na osłabienie dążeń do unifikacji prawa unijnego w kwestiach społecznych oraz wzmocnienie presji na promocję różnorodności, a w konsekwencji do stworzenia Europy Ojczyzn. Z drugiej strony członkowstwo Turcji osłabi także siłę głosu Polski (co jednak dotyczy każdego rozszerzenia Unii) i może utrudnić w przyszłości oparcie Unii o wartości cywilizacji chrześcijańskiej. Dlatego nie mam jasno sprecyzowanych poglądów w tej sprawie, aczkolwiek po przyjęciu traktatu lizbońskiego może to być krok we właściwym kierunku dla zachowania suwerenności Polski w kluczowych kwestiach obyczajowych. Ponadto wartości fundamentalne, takie jak godność i życie ludzkie, uważam za uniwersalne, przez co konieczne jest krzewienie idei cywilizacji życia zarówno wśród muzułmanów, jak i w laickiej Europie. Większym zagrożeniem dla Unii Europejskiej - czy szerzej tożsamości Europy - jest laickość Zachodu i dążenia do stworzenia federacji opartej na kulturze śmierci i wrogości wobec religii niż przyjęcie kraju, który od czasów Kemala Atatürka jako całość tylko luźno identyfikuje się z cywilizacją islamu, a w ciągu ostatnich dziesięcioleci znacznie zbliżył się do Europy. Wprawdzie czasy kemalizmu i przymusowej laicyzacji państwa powoli odchodzą w Turcji do przeszłości - co zresztą uważam za jak najbardziej słuszny postęp w dziedzinie wolności religijnej - jednak powrót religii do dyskursu politycznego w Turcji nie oznacza bynajmniej automatycznie skrajnego fundamentalizmu i wrogości wobec chrześcijaństwa. Postawy takie zdarzają się, należy je wówczas zwalczać w sposób przewidziany w demokratycznym społeczeństwie, nie można z nich jednak wyciągać uprzedzeń wobec wszystkich wyznawców islamu. Europa winna wyprowadzić swoją tożsamość z chrześcijańskiego przesłania miłości, a ono wyklucza wrogość wobec jakiejkolwiek religii.
Reasumując - przy silnym poczuciu własnej tożsamości ani Polsce, ani Europie nie grozi przyjęcie szariatu nawet po przyłączeniu Turcji, uniwersalne kwestie cywilizacji życia, praw człowieka i rodziny Polska powinna podnosić także na forum międzynarodowym (a więc i w rozmowach z Turcją), a członkostwo Turcji wzmacnia dążenia do stworzenia Europy Ojczyzn, a więc Europy wzajemnego poszanowania różnorodności kulturowej i otwartej na świat pozaeuropejski. Dostrzegam więc wiele korzyści z ewentualnego członkostwa Turcji w Unii Europejskiej i nie uważam, żebym musiał być zdecydowanie przeciwny takiemu rozwiązaniu.

Polityka lokalna

W polityce lokalnej, to jest samorządowej polityce gminy Mszczonów, której jestem mieszkańcem, opowiadam się za dążeniem do zrównoważonego rozwoju z poszanowaniem walorów przyrodniczych gminy. Dlatego kategorycznie sprzeciwiam się dążeniom burmistrza do budowy w Mszczonowie uciążliwej nie tylko dla środowiska, ale i mieszkańców spalarni śmieci z całego Mazowsza. Uważam, iż zamiast tego zasadne jest inwestowanie w promocję gminy, ekologiczne technologie, takie jak oczyszczalnia ścieków, czy wreszcie przede wszystkim w wiecznie tylko obiecywane wodociągi i gazociągi. Należałoby się także uważnie przyjrzeć niebotycznej wręcz pensji burmistrza (na poziomie 10 tys. złotych miesięcznie) i zastanowić się, czy gmina Mszczonów wobec jej ponadczterdziestoprocentowego zadłużenia istotnie może pozwolić sobie na płacenie swoim przedstawicielom więcej, niż za swoją pracę otrzymują posłowie i ministrowie.

Czytaj teksty mojego autorstwa w lokalnej prasie

Petycje, skargi i wnioski

Czytaj składane przeze mnie petycje, skargi i wnioski

Wybory

Kandydowałem w następujących wyborach:

Wybory do Parlamentu Europejskiego 2009

Wybory samorządowe 2010


Pobierz założenia programowe polityki Prawicy Rzeczypospolitej (plik PDF)

Powrót na stronę główną

Copyright (c) 2009 by Radosław Botev. Wszelkie prawa zastrzeżone.